Raj

Na pierwszy rzut oka Centrum Sztuki Tradycyjnej (http://art.pcsc.com.tw) w Yilan, w północno-wschodniej części wyspy, jest ziemskim odpowiednikiem raju, do którego idą dobre kobiety po śmierci. Niezależnie jednak od płci i długości pobytu, wszyscy odwiedzają Bulwar Sztuki Ludowej, gdzie po obu stronach dwustumetrowej uliczki umieszczone są sklepiki oferujące na sprzedaż tradycyjne wyroby ludowe, a także gdzie można obejrzeć artystów pracujących w ich warsztatach. Większość pań podróżujących ze mną, spędziła tam cały ranek i większą część popołudnia, ale rzeczywiście jest w czym wybierać!
Poza mniej egzotycznymi sklepami ze szpargałami ze szkła – motywy zwierzęce, biżuteria, kalejdoskopy; szlachetnymi kamieniami i biżuterią; drewnem – wizytowniki, sztućce, talerzyki, przyciski do papieru; skórą – breloczki, portfele, wisiorki, zegary, torebki, wazy, portrety; są też punkty oferujące ciekawe i, na swój sposób, unikalne zbieracze kurzu. Największe wrażenie robi warsztat z produktami z tektury. Zadziwiające jak wiele można wykonać z tak, wydawałoby się, banalnego materiału. W sprzedaży są makiety domów, kinkiety, zegary, samoloty o parę generacji wyprzedzające, znane każdemu polskiemu dziecku, zabawki z papieru, a nawet części garderoby, jak czapki i torebki. Sprzedawczyni zapewnia, że te ostanie można prać w pralce, byleby ich nie wirować, ale ja obawiam się, że efekt byłby podobny, jak poddany takiemu procesowi kot z dowcipu.
Trochę dalej znajduje się sklep z zabawkami. Tutaj do nabycia są chińskie komplikadełka (parę metalowych elementów splątanych, na pierwszy rzut oka tak, że wydaje się, że nie da się ich rozłączyć), trójwymiarowe układanki, puzzle, zwierzęta i modele do sklejania. W innym miejscu jest dwupiętrowy sklep z rzeźbami z węgla i pracownia artysty wyglądająca jak laboratorium chemiczne. Dla własnego bezpieczeństwa finansowego lepiej nie wchodzić tam jednak z kartą kredytową, podobnie jak do pracowni złotnika, chociaż mrówki, modliszki i polujące żaby robią ogromne wrażenie. Nie mniej imponujące są ceny i same postacie wykonane z ciasta chlebowego, cudeńka wielkości od paru do parunastu centymetrów, ręcznie malowane, przedstawiające postacie historyczne, znaki zodiaku i bajkowych bohaterów.
Są tam oczywiście też rzemieślnicy wytwarzający tradycyjne smakołyki, głównie słodycze, i tradycyjne stroje, głównie damskie, bo na przykład męskie krawaty są tak pstrokate, że chyba nawet Chińczycy lubujący się w wielokolorowych i zbyt bogato zdobionych, jak na europejski gust, elementach, nosiliby je tylko na balu przebierańców. Ponieważ jedną z tradycyjnych sztuk chińskich jest kaligrafia, parę sklepów oferuje do niej akcesoria jak pędzelki, kałamarze na tusz, podkładki czy wzorniki pisma chińskiego.
W wielu warsztatach można spróbować własnych sił, gdzie pod okiem mistrza, odwiedzający przekonują się, że na pozór banalne wyroby, wymagają wiele sprawności i cierpliwości. Niestety większość sklepów nie pozwala fotografować ani swoich wyrobów, ani procesu ich tworzenia.
Nie sposób podczas parogodzinnej wizyty skorzystać ze wszystkich oferowanych w Centrum atrakcji. Poza wspomnianym Bulwarem odwiedzić można teatr i sale muzyczne, w których wystawiane są tradycyjne sztuki i odbywają się pokazy tańców, zarówno chińskich, jak i z innych krajów azjatyckich, głównie Japonii i Korei. Na terenie centrum znajdują się także pawilony poświęcone historii Tajwanu, te jednak opisuję w artykule pod tytułem „Dziesiąty Października Setnego roku”.
Jeżeli obraz Centrum, wyłaniający się z mojego opisu, nie jest dla mężczyzn urzekający, to myślę, że błędnie odczytują oni moje intencje. Po pierwsze dlatego, że jest to miejsce, gdzie pewnie nawet uczuleni na kulturę, znajdą do obejrzenia coś ciekawego, a w każdym razie coś czego wcześniej nie widzieli i co ich zainteresuje. Po drugie dlatego, że dla większości mężczyzn raj jest tam gdzie są kobiety, a te najprawdopodobniej będą w swoim raju robiły zakupy.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza