Kłamstwo

Według badań TNS OBOP, opublikowanych na portalu onet.pl (Największe grzechy Polaków – zawodowe i prywatne), 78% Polaków uważa kłamstwo, za największy polski grzech. O ile prawdomówność to moralnie poprawna postawa, o tyle jej zbyt częste praktykowanie może spowodować wiele kłopotów, szczególnie osobom przebywającym za granicą. Niezależnie od długości pobytu poza krajem, czy kierunkiem podróży, wyjeżdżający od razu zaczyna dostrzegać odmienności i to zarówno te korzystne, jak i te na minus. Powstrzymywanie się od wyrażania negatywnych komentarzy jest oznaką dobrego wychowania i szacunku dla innego kraju. Sprawa nieco się komplikuje, kiedy pytani mamy wyrazić opinie na jakiś temat. Z reguły i w tym wypadku odrobina taktu wystarczy aby sformułować wypowiedz tak, żeby nie była ona kłamstwem, jeżeli miałaby być krytyczna, a jednocześnie nie uraziła pytającego. Żeby posłużyć się przykładem przywołam typową sytuację. W każdym kraju jego mieszkańcy prędzej, czy później zapytają co turysta myśli o ich narodowej kuchni. Będzie to najprawdopodobniej prędzej, bo większość narodów świata odczuwa konieczność potwierdzenia u przedstawicieli reszty świata, że to, co, w końcu codziennie, spożywają, jest smaczne i zdrowe, i w ogóle pycha, że palce lizać. Istnieje jednak duże prawdopodobieństwo, że potrawa nie będzie dla nas aż tak bardzo „palce lizać”, ponieważ także i my podlegamy wspomnianej wcześniej potrzebie afirmacji własnego menu przez obcych. I nawet gdyby polskie jedzenie było niezjadliwie, to musielibyśmy się do niego przyzwyczaić i wyrobić w sobie określone smaki, a ponadto dysonans poznawczy nie pozwoliłby całemu narodowi się do tego przyznać. Dlatego starając się utrzymać zasady savoir-vivre prawidłową odpowiedzią będzie stwierdzenie, że prażone tajskie mrówki to potrawa ciekawa, półkilogramowy, amerykański burger pożywny, a garnek ryżu sycący. Jak widać z przytoczonego przykładu, przy pytaniach otwartych, problemem jest nasza kreatywność, niestety przy zamkniętych typu: „Smakuje ci?” rodzi się problem natury moralnej. I to nie tylko w kwestii czy powiedzieć prawdę jeśli nie smakuje, ale także wtedy kiedy potrawa naprawdę smakuje. Niedorzeczność? Nie do końca. Nawet jeśli dany posiłek istotnie jest smaczny, jak na przykład ryż z sosem sojowym, to po, powiedzmy, jego pięćdziesiątym spożyciu, straci on znacznie na swoim uroku, a gospodarz podczas następnego posiłku z nami, może nie zrozumieć z jakiego powodu nie możemy patrzeć na ryż, a na myśl o sosie sojowym dostajemy nudności. Dlatego jeśli nam smakuje, bezpieczniej zaznaczyć, że mimo, iż normalnie byśmy tego nie wybrali, to jednak to co znika z talerza, względnie miski, istotnie jest smaczne. Jeżeli natomiast posiłek nie smakuje, to stoję na stanowisku, że trzeba łgać, tylko z głową. Stwierdzenie, że posiłek jest pyszny, w połączeniu ze skwaszoną miną i odruchem wymiotnym przekaże dwie ważne wiadomości – po pierwsze, że nie chcemy urazić gospodarza jedząc coś co nam wyraźnie nie smakuje, a okłamując go dla jego przyjemności, robimy to wbrew naszym przekonaniom moralnym, a po drugie, że danie mogłoby równie dobrze zamiast na stole, od razu wylądować w toalecie. Ponieważ tak naprawdę ludzie nie chcą słuchać prawdy i wolą być okłamywani, bo ta jest niewygodna, a często jej powiedzenie będzie uznane za bezczelność i brak dobrego wychowania, a nie za nienaganną postawę moralną. Tego czego ludzie nie lubią w kłamstwie, to sytuacja, w której nie mogą udawać, bez obrazy własnej inteligencji, że słyszą prawdę, a mówiący ma korzyść z kłamania. Nie będę się upierał, że nie jest to naciągana teoria, bo raczej nie wypełnia wszystkich sytuacji kiedy oburzamy się na kłamstwo, ale na pewno odpowiada sporej część takich przypadków.
Jakby tego było mało, prawda w połączeniu z krytyką, niemal niezależnie od kraju, wyzwala w mieszkańcach tego kraju jeszcze większą fale krytyki pod adresem kraju turysty, który postąpił na tyle nieroztropnie, żeby mówić niewygodną prawdę i to jeszcze nie pytany. To co działa na poziomie jednostek – jesteś głupi, a ty jeszcze głupszy! - odnosi się również do narodów, ponieważ krytyka jednostki przez obcokrajowca sprawia, że jednostka ta czuje się w obowiązku bronić honoru całego narodu, krytykując już nie winowajcę, ale cały jego kraj. Głupie to jest strasznie, ale ponieważ tak właśnie jest, jedynym sposobem przekonania Tajwańczyka, że jazda pod prąd jest nierozsądna (czytaj głupia i niebezpieczna), to powiedzieć, że w Polsce niektórzy, czasami przechodzą na czerwonym świetle, co także jest nierozsądne (w tym kontekście czytaj po prostu nierozsądne). Tylko wtedy istnieje niewielka szansa, że zrozumie on, że krytyka przyzwyczajeń kierowców w jego kraju nie wynika z mojej złośliwości, ale jest przejawem uczciwości pasażera siedzącego na tylnym siedzeniu skutera.
Jeżeli jednak, drogi czytelniku, po przeczytaniu powyższego, uparcie twierdzisz, że należysz do grupy ponad ¾ Polaków, dla których największym przewinieniem jest kłamstwo, pomyśl o tym, kiedy twój przyjaciel zapyta Cię, czy uważasz, że jego paskudny potomek jest śliczny.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza